Szukaj

Beton - felieton Beaty Szczepaniak




Zastanawiam się co kieruje rzeszą architektów, urbanistów, deweloperów i resztą armii osób odpowiedzialnych za zagospodarowanie przestrzeni. Ich podstawowym

i nadrzędnym celem powinno być dawanie ludziom miejsc,

w których chcieliby przebywać, które są im potrzebne do

życia i przyjemnego funkcjonowania. Natomiast co nam serwują? Beton, plastik i szkło. Stawiają całe osiedla

budynków mieszkalnych, które nadają się do życia

dla robotów, ale nie dla ludzi.





Chroniczny brak zieleni, bądź zieleń - lekko zasygnalizowana - w postaci dwóch niewielkich drzewek i gładko przyciętej trawki. Betonowe fasady, betonowa plaża wokół budynków, plastikowe bądź szklane obudowy balkonów. Zdarzają się nawet całe fasady wykonane z tworzyw sztucznych, które na pierwszy rzut oka wyglądać mogą efektownie, jeśli zostały świeżo postawione, jednak nie dalej jak za 10 lat będą straszyć swą brzydotą całą okolicę. Nigdy w życiu nie wpadłabym na pomysł, by wziąć kredyt na 20 lat i zafundować sobie takie mieszkanie. Wychodzi jednak na to, że jestem wyjątkiem. Na mieszkania w nowym budownictwie jest naprawdę spory popyt. Prawdopodobnie nie ma innej alternatywy w danym zakresie cenowym, a nie każdy chce zakupić lokum w starej zabudowie, z drugiej czy trzeciej ręki. Z jednej strony – czemu się dziwić, podobno co nowsze to lepsze. Natomiast usłyszałam już niejedną opinię, że sporo młodych, pięcio czy dziesięcioletnich budynków pęka i, co więcej, pojawia się cała rzesza problemów natury technicznej, wynikających z konstrukcji czy użytych materiałów. Czy żyjemy w dobie już nie tylko ubrań, które z założenia przetrwać mają jedynie sezon czy lodówek nadających się po 5 latach do wyrzucenia, ale również mieszkań, które zanim zdążymy płacić, będziemy musieli opuścić? Nasuwa się prosta odpowiedź na pytanie co kieruje ludźmi, którzy serwują nam taką rzeczywistość - chęć dużego i szybkiego zarobku poprzez cięcie kosztów.


Aż dziwi fakt, że w Polsce panuje taka deweloperska, miażdżąca w skutkach wolność i że włodarze miast nie starają się regulować prawnie tego zjawiska. A właściwie, to nic dziwnego, skoro przestrzenie miejskie, które „rewitalizują” władze miasta, wyglądają po tzw. rewitalizacji jak betonowa pustynia, będąc, jeszcze kilka lat wcześniej starym, pięknym parkiem. I chyba to najbardziej mnie zaskakuje – władzami miasta nie kieruje przecież zarobek. „Rewitalizują” bo np. (w najbardziej przykrym scenariuszu) zbliżają się wybory, a dzięki dofinansowaniu mogą dać mieszkańcom złudne poczucie, że miasto się zmienia i idzie naprzód. W takim więc wypadku powinno zależeć im na tym, aby w nowym miejscu ludzie mogli odetchnąć, wypocząć, zregenerować siły. Niestety nie, i tutaj dostajemy betonem w twarz.





W trzydziestoparostopniowym upale, który powoli staje się polską, letnią rzeczywistością, ów beton rozgrzewa się do tego stopnia, że czasem mam wrażenie, iż płynie. Rozgrzewa nie tylko siebie, ale i nas, powodując, że odczuwalna temperatura jest dużo wyższa niż ta, którą zapowiadali w pogodzie. Co gorsza, brak zieleni, która z natury chłodzi żar z nieba, potęguje to piekło. Co więc kieruje armią urzędników i architektów odpowiedzialnych za ten beznadziejny stan? Czyżby głupota? W dobie wysychania rejonu w jakim żyjemy i globalnego ocieplenia klimatu, odpowiedź wydaje się prosta.


Nie od dziś wiadomo, że przestrzenne otoczenie ma ogromny wpływ na życie zarówno jednostki, jak i całych mas społeczeństwa. Rzeczywistość odbieramy poprzez swoją skalę oraz poprzez wszystkie zmysły – wzrok, dotyk, słuch, smak, węch. Zatem jakość naszego życia w sporej części zależy od tego co nas otacza i to czego doświadczamy na co dzień, nie tylko w relacjach międzyludzkich, ale również przestrzeni, którą odbieramy wszystkimi zmysłami, a która te zmysły nierzadko rani - np. nieprzyjemnym uczuciem gorąca nagrzanego betonu, oślepiającym słońcem nieskrywanym przez liście drzew, poczuciem małości wobec wysokich budynków i ogromnych przestrzeni czy opresji w zbyt gęsto zabudowanych miejscach. Jako homo sapiens jesteśmy częścią natury, nic więc dziwnego, że potrzebujemy jej i rozwiązań z niej czerpiących do zrównoważonego funkcjonowania. Dlaczego więc fundujemy sobie betonową opresję?




zdjęcia: Maciej Świstek

stylista: Zuzanna Włodarz

modelka: Wiktoria Grzybowska


tekst i zdjęcia dla Lśnienie Magazyn, wydanie szóste