Creative dispatch - Maja Nowakowska

Aktualizacja: cze 10




Za nazwą Creative dispatch kryje się Maja Nowakowska, która koloryzuje stare obrazki. Jakiś czas temu jej estetyczna wrażliwość otworzyła ją na sztukę kolażu. Dla zapełnienia hobbystycznej pustki włączyła więc photoshopa i zaczęła sklejać skrawki popkulturalnej rzeczywistości w autoterapeutyczne obrazy. Nas olśniła, a jak będzie z Wami? Poznajcie się!














Do tworzenia kolaży inspiruje ją moda, film i sztuka. Uwielbia eksperyment, zamknięty w formie kolorzu i kształtu. Prywatnie jest zakochana bez pamięci w kinie, zawodowo copywriterem na krakowskim rynku.







Kilka słów o autorce


"Inspiruje mnie wszystko co pobudzające dla oka. Są różne gusta, ale pewne ponadczasowe rzeczy dla każdego są obiektywnie piękne. 

To przede wszystkim kolor, który pobudza wyobraźnię, poprawia nasz nastrój, wywołuje emocje. Kolor buduje cały świat dookoła więc ta barwna podstawa zawsze stanowi rdzeń i punkt zapalny do stworzenia nowego obrazu. 


Wielką miłością darzę modę więc tak chętnie przenoszę ją z mojej szafy i z głowy w kolaże. Głównie bazuję na fotografiach retro, starych reklamach, wycinkach z archiwalnych wydań Vogue’a, Harper’s Bazaar czy Glamour. Trochę faworyzuję wyjątkowe zdjęcia Erwina Blumenfelda, bardzo podziwiam jego nietuzinkowe spojrzenie na świat, a każdy jego kadr, czasami nawet przedsesyjne próby światła, to są absolutne arcydzieła. Ruch, emocja, absurdalne i odważne stylizacje - właśnie takie motywy napędzają mnie do pracy, aż proszą się o reinterpretację, nadanie im trochę innego koloru i spojrzenia z perspektywy współczesności. 

Z miłości i z wykształcenia jestem filmoznawcą. Pochłaniam niezliczone ilości ruchomych obrazków. Moi ukochani twórcy swoją estetyką, kostiumami filmowymi, stylizacją, kolorem i światłem klatek pobudzają do myślenia, drążenia, ubrania w materię na codzień nieuchwytnych myśli i emocji. Filmy są sztuką samą w sobie, ale też łączą w sobie bardzo wiele innych dziedzin i gatunków. Przecież z ekranu krzyczy do nas moda, krzyczy do nas rzeźba, fotografia, malarstwo.  

I właśnie sięgając po klasykę sztuki, sięgam w swoich inspiracjach głównie do malarstwa. Od mrocznego Boscha i Rembrandta przez romantyków, impresjonistów, aż po abstrakcje i surrealizm. Często staram się przemycić w moje kolaże dynamikę i kształt, operowanie światłem i barwą, leitmotivy ulubionych twórców. 

Z takiego miksu kulturalnego wychodzą właśnie moje posklejane rzeczywistości. Pojawia się myśl - inspiracja, a potem składanie tego w całość, próbowanie różnych technik, różnych połączeń. Nie jestem profesjonalistą, raczej samoukiem, i to bardzo niecierpliwym, więc wciąż się uczę metodą praktyki, z dziecięcą beztroską po prostu wycinam i kleję.

Moim ulubionym i obdarzonym chyba najczulszymi emocjami jest kolaż Valentine’s Lobster, z homarem. Najbardziej kulturalnym zwierzem ;)

Oscar Wilde ponoć prowadzał go na smyczy, homar stanowił leitmotiv w obrazach i surrealistycznych obiektach Dalego, którego potem artysta przeniósł na sukienkę od Elsy Schiapparelli. Homar pojawiał się w kinie współczesnym, u mojego ulubionego reżysera Jorgosa Lantimosa, aż znalazł miejsce nawet w sitcomie, w jednej z barwnych wypowiedzi Phoebe Buffay z Friendsów. W końcu każdy ma swojego homara!

Wszystkie moje prace są bardzo osobiste, zwykle opowiadam w nich o tym co akurat dzieje się dookoła. Cenię sobie porządek i geometrię, dlatego ciepłe kolory, miękkie kobiecie postacie uzupełniam ciężką architekturą, ostro ściętymi bryłami o wyraźnych krawędziach i naturą, surową i piękną w swoim nieprzetworzonym charakterze. "



Więcej prac Mai znajdziecie na jej stronie internetowej CREATIVE DISPATCH