Mniej znaczy więcej - rozmowa z Dziewczyną Lśnienia









Dzisiejsza Dziewczyna Lśnienia, którą mamy przyjemność Wam przedstawić, to niezwykle inspirująca postać. Udostępnia świetne stylizacje, tworzy doskonałe zdjęcia, a na codzień prowadzi również własne studio graficzne. Poznajcie bliżej Magdalenę, która swoją estetyką skradła nasze serca!





Możemy znaleźć u Ciebie treści związane przede wszystkim

ze światem mody i urody. Opowiesz nam jak zaczęła się

Twoja pasja?

Wszystko zaczęło się od zainteresowania fotografią. Nawet podczas studiów na kierunku projektowania graficznego, to właśnie zajęcia z fotografii były moimi ulubionymi. Dobrze czułam się zarówno za, jak i przed obiektywem. Odkąd pamiętam przeglądałam albumy i magazyny modowe, poszukując inspirujących kadrów. Fascynowało mnie to, jak za pomocą fotografii można uchwycić nastrój, moment, tkaninę czy modelkę w stylizacji. Moda jest moim zainteresowaniem od wielu lat - oczywiście mój styl zmieniał się z wiekiem. Aktualnie wyznaję w tym aspekcie minimalizm - zasada „mniej znaczy więcej”, świadome wybory oraz klasyczne kroje, pozwalają mi tworzyć swoją szafę z rozwagą.

Choć na instagramie możemy zobaczyć, że działasz już od dawna, to blog powstał stosunkowo niedawno. Co skłoniło

Cię do decyzji, żeby zacząć też więcej pisać?


Blog powstał z potrzeby bardziej obszernego rozpisania się na dany temat. To trochę takie uzupełnienie mojego konta na Instagramie.






Udostępniasz nie tylko świetne stylizacje, ale również towarzyszą im doskonałe zdjęcia. Wiemy, że to nie przypadek, zdradzisz naszym czytelnikom czym zajmujesz się na codzień?

Na codzień prowadzę własne studio graficzne. Oprócz projektowania graficznego, zajmuję się również fotografią - często zresztą łączę ze sobą te dwie dziedziny.


Czym jest dla Ciebie moda?


Moda w kontekście tego, co noszę na codzień jest dla mnie wygodą, pewnością siebie i wyrażeniem swojej estetyki. Pod względem fotograficznym - nigdy nie kończącą się wizualną opowieścią.





Swój styl określasz jako minimalistyczny, a wszystko co

u Ciebie widzimy jest utrzymane w jasnych, stonowanych tonach. Czy tak jest zawsze, nie kusi Cię czasami,

by wyłamać się z „kolorem”?


Moja garderoba jest utrzymana głównie w jasnych, neutralnych tonach, które można w różny sposób i zwykle bez problemu ze sobą połączyć. To duży plus. Jednak od czasu do czasu lubię przełamać je kolorem - głównie z powodu nastroju, związanego z aktualnym sezonem. Teraz, kiedy mamy wiosnę, do garderoby wprowadzam odrobinę delikatnych pastelowych odcieni - aktualnie jestem zauroczona pastelową zielenią i kolorem liliowym.





Jakie są Twoje ulubione polskie marki?

Bardzo podoba mi się twórczość marki ELEMENTY - cenię ich minimalistyczne kroje oraz to, że propagują transparentność w branży mody. Podziwiam również markę NAGO - ich propozycje garderoby „homewear” są jednocześnie ciekawe i uniwersalne, a do tego produkowane z ekologicznych materiałów. Podziwiam tego rodzaju marki, bo budują dobrą tendencję w świecie mody.



Co Cię inspiruje?

Wszystko, co mnie otacza i co spotykam na swojej drodze. Doszukuję się inspiracji w wielu rzeczach - od magazynów, po książki czy ilustracje, muzykę, miejsca, ludzi, uczucia oraz nastroje. I oczywiście podróże - zwiedzanie nowych miejsc to dla mnie ogromna dawka pozytywnej energii i inspiracji.



Udostępniasz sporo treści związanych z tematem skincare. Opowiesz nam o swoim codziennym rytuale dla skóry?


Staram się, aby moja codzienna pielęgnacja była prosta, ale zawierała w sobie składniki, odpowiadające aktualnym potrzebom mojej skóry. Mój codzienny rytuał zaczyna się oczywiście od dokładnego umycia twarzy - w tym aspekcie stosuję tak zwane „dwuetapowe oczyszczanie”. Następnie tonizuję skórę i przechodzę do dokładnego nawodnienia i nawilżenia - z racji tego, że jestem posiadaczką cery suchej, muszę o to wyjątkowo dbać. Bardzo lubię kosmetyki The Ordinary

- w szczególności serum „Buffet”, które jest ze mną od dawna. Moim ostatnim odkryciem jest krem nawilżający z kwasem hialuronowym, również tej marki. Te dwa produkty jako duet sprawdzają się świetnie. Oprócz tego lubię poświęcać czas na masaż twarzy za pomocą rollera kwarcowego

- bardzo mnie to relaksuje.






A Twoja definicja piękna?

Dla mnie piękno nie ma jednej, określonej definicji. Odnajduje je w wielu aspektach - nawet w codziennych chwilach. Jednak w szczególności mój wzrok przyciągają neutralne tony i minimalistyczne przestrzenie. Bardzo lubię otaczać się bielą

- ten kolor szczególnie mnie uspokaja.



Jakie są Twoje marzenia i plany na przyszłość związane

z działalnością w internecie?


Chcę dalej robić to, co robię - prowadzenie konta na Instagramie spełnia mnie twórczo i sprawia dużo radości. Natomiast jeśli chodzi o bloga - mam wiele ciekawych tematów, związanych z pielęgnacją skóry i modą, o których będę tam pisać w najbliższym czasie.





Ostatni czas nie jest dla nikogo łatwy, zdradzisz nam swoje sposoby na utrzymanie pozytywnych wibracji?

Zdecydowanie nie jest łatwy pod wieloma względami. Bardzo pomaga mi fotografowanie w domu - jest to coś w rodzaju kreatywnego wyzwania, polegającego na szukaniu ciekawych kadrów w niedużej, codziennej i dobrze

znanej przestrzeni. Oprócz tego ostatnio odnajduję dużo radości w gotowaniu,

za którym wcześniej nie przepadałam. Staram się nie tworzyć sobie niepotrzebnej presji - kiedy potrzebuję dnia z książką i serialem - to taki dzień sobie robię. Spędzam również więcej czasu nad pielęgnacją skóry, co bardzo dobrze wpływa

na mój nastrój. Podobnie działa na mnie joga, którą również włączyłam do codziennej rutyny.





Z Magdaleną Olczak rozmawiała Maja Kubiaczyk

Zdjęcia: Magdaleną Olczak