Szukaj

Sztuka mody i równowagi - rozmowa z Dziewczyną Lśnienia





Aleksandra, inaczej znana jako Opunio, to kolejna Lśniąca Dziewczyna, z którą niezwykle przyjemnie było nam rozmawiać o odpowiedzialnej modzie, fotografii i inspiracjach. Robi wyjątkowe zdjęcia, a oprócz tego prowadzi profil, na którym sprzedaje prawdziwe vintage perełki. Jeżeli chcecie poznać ją bliżej, koniecznie przeczytajcie naszą rozmowę.




Twój wizerunek to minimalizm w czystej postaci. Królują w nim ciepło, delikatność i kobiecość. Co Cię inspiruje?

Uwielbiam klasykę, prostotę i ponadczasowość. Nie biegam za trendami, tylko staram się pielęgnować swój własny styl. Najwięcej inspiracji czerpię z malarstwa oraz mody z okresu lat 50., 60. i 90.

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z Instagramem?

W 2016 roku. Wtedy odkryłam jaką przyjemność sprawia mi kreowanie własnej estetyki. Mój Instagram w ciągu tych paru lat kilka razy ewoluował i zmieniał się razem ze mną.

Czy wśród polskich projektantów są tacy, których projekty sprawiają, że na ich widok Twoje serce bije szybciej?

Uwielbiam projekty Moniki Surowiec, które łączą w sobie supernowoczesną modę i tę sprzed lat. Jako wielka fanka blazerów w stylu vintage nie mogę odkleić wzroku od jej marynarek! Dodatkowo, jej działania związane z modą świadomą i odpowiedzialną są mi bardzo bliskie i niezmiernie podziwiam to w jaki sposób tworzy, poruszając się w sferze upcyklingu.








Dlaczego Opunio? Skąd wzięła się ta nazwa?

Lubię „pochodzenie” swojej nazwy. Opunio to zaklęcie, którego użyła Herminona Granger do ataku na Rona Weasleya, w mojej ulubionej, szóstej części Harrego Pottera. Od dziecka uważałam się za czarownicę — kolekcjonowałam kryształy i muszle, przygotowywałam mikstury, miałam obsesję na punkcie księżyca.... Tak naprawdę dużo mi z tego zostało ☽.

Vogue Italia, Puccini, Marlu, Elementy - imponujący dorobek, zajmujesz się fotografią na pełen etat?

Fotografia i moda to duża część mojego życia. Jestem szczęśliwa, że mogę spełniać się w tym, co kocham, przy okazji pracując z inspirującymi ludźmi. Większość projektów, które wykonuje to współpraca z agencją kreatywną FashionValley, z którą pracuję już od ponad roku.

Pamiętasz swoją pierwszą sesję zdjęciową?

Nie pamiętam dokładnie tej pierwszej, ale jedną z początkowych sesji. Wykonałam ją na zasadzie TFP z chłopakiem poznanym na portalu maxmodels. Był to jeden z ostatnich dni lata. Spotkaliśmy się w złotą godzinę. Efektem naszej współpracy była publikacja na stronie Vogue.it. Konrad do dziś wypomina mi w żartach, że na naszym pierwszym spotkaniu kazałam mu zdjąć koszulkę i wrzuciłam go w krzaki. W taki właśnie sposób powstała przyjaźń, która trwa już 5 lat!


Prowadzisz Instagrama, fotografujesz i na dodatek jesteś założycielką onperle - miejsca, gdzie nadajesz rzeczom vintage drugie życie. Wyjątkowa inicjatywa, skąd ten pomysł?

Cała koncepcja powstała w wyniku pragnienia propagowania mody świadomej i zrównoważonej. Wsród rzeczy vintage można znaleźć prawdziwe perełki, które przebijają cenowo, a przede wszystkim jakościowo, ubrania z popularnych sieciówek. Łączy nas idea slow fashion oraz miłość do unikatowych i ponadczasowych rzeczy. „Nas”, ponieważ drugą założycielką onperle jest moja przyjaciółka Agnieszka @wolfiye.

Wszyscy zostaliśmy postawieni w sytuacji, w której musimy stawić czoła wirusowi. W pewnym sensie pandemia zabrała nam nasze dotychczasowe życia, do których przywykliśmy, zmieniając je diametralnie. Jak jest u Ciebie? W jaki sposób przeżywasz ten czas w domu?

Przede wszystkim staram się zachować spokój i nie bombardować z każdej strony informacjami dotyczącymi wirusa. Mój codzienny rytuał, który trwa od początku kwarantanny to joga i medytacja. Myślę, że już nigdy z niego nie zrezygnuje, nawet wtedy, kiedy życie wróci do całkowitej normalności. Staram się każdego dnia znaleźć czas na kreatywne zajęcia i naukę czegoś nowego. Podczas kwarantanny zaczęłam uczyć się języka francuskiego.






Co sprawia Ci najwięcej przyjemności? Czytanie książek, przeżywanie emocji z filmowymi bohaterami czy może doskonalenie sztuki kulinarnej?

Uwielbiam malować i oglądać filmy. Szczególną miłością darzę stare, dobre kino. „Okno na podwórze”, „M jak morderstwo” i „Śniadanie u Tiffany’ego” to moje ulubione tytuły.

Jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobisz, gdy skończy się kwarantanna?

Wyjadę na wakacje z ukochaną osobą.

Na swoim Instagramie stworzyłaś Instastories poświęcone muzyce. Jaką rolę odgrywa w Twoim życiu? Polecisz nam swoje ulubione melodie?

Muzyka jest w moim życiu od zawsze. Kiedy byłam malutka, tata zamiast kołysanek śpiewał mi swoje ulubione rockowe ballady. Byłam więc wychowana na The Beatles, Queen, AC/DC, i Michael’u Jacksonie. Oprócz tego uwielbiam muzykę z lat 60. Gdybym miała opisać swoją playlistę w jednym zdaniu, powiedziałabym, że brzmi jak… soundtrack z serialu Bates Motel. Jedne z moich ulubionych utworów to: „There Is a Light That Never Goes Out” The Smiths oraz „Crimson and Clover” Tommy James & The Shondells.






Z Aleksandrą Piotrowską rozmawiała Martyna Krzykacz

zdjęcia: Aleksandra Piotrowska