Paryski szyk - rozmowa z Dziewczyną Lśnienia

Aktualizacja: kwi 23


Środa z Dziewczyną Lśnienia tym razem zapisuje się pod znakiem paryskiego szyku, a to wszystko za sprawą wyjątkowej Julii Ziółkowskiej, którą możecie znać z prowadzonego przez nią profilu na instagramie - livebetterpl. Julię charakteryzuje wyjątkowy styl i estetyka, a jej twórczość śledzi prawie 45 tys. osób. Nam zdradziła nieco więcej o sobie i swoim życiu, dzięki czemu możecie poznać się bliżej.





Jesteś doskonałym przykładem osoby, która tworzy wysokiej jakości treści w internecie. Jak to się stało, że się tym zajęłaś, zdradzisz nam jak wyglądała Twoja droga?

Kończąc liceum doszłam do wniosku, że brakuje mi ludzi, z którymi mogłabym

rozmawiać o mojej pasji, dzielić się nią i naturalnie ją rozwijać. Doszłam do wniosku, że Instagram będzie idealną platformą, by połączyć to wszystko razem. Zaczęłam od profilu fitnessowego, udostępniając zdjęcia mojej sylwetki, posiłków, opisów aktywności fizycznej czy tekstów o samoakceptacji. Po jakimś czasie okazało się jednak, że wymyślanie nowych przepisów i kontrolowanie sylwetki to nie moja broszka i poczułam się wypalona. Dałam sobie na jakiś czas spokój, by wrócić z kontem, które powoli przeradzało się w to, czym jest teraz – miejsce promujące zrównoważoną modę, kobiecość, życie w stylu slow i fascynację Paryżem.


Zdjęcia, dzięki którym większość może kojarzyć Julię Ziółkowską to wysmakowane, romantyczne ujęcia. Skąd taka wrażliwość?

Całe moje dzieciństwo i nastoletnie lata spędziłam z dala od miasta, otoczona lasami, łąkami i książkami. Odkąd pamiętam zachwycałam się najdrobniejszymi cudami natury, pochłaniałam powieść za powieścią czytałam i pisałam wiersze – krótko mówiąc, byłam ciemnowłosą, nowoczesną wersją Ani z Zielonego Wzgórza. I chociaż mieszkam teraz w mieście, a wierszy już nie piszę, to ta wrażliwość na wszystko dookoła i nieuleczalny romantyzm zostały ze mną już na zawsze – teraz z kolei przelewam je do Internetu w formie zdjęć i tekstów.


Które marki można najczęściej znaleźć w Twoich stylizacjach? Czy którąś z nich cenisz bardziej niż pozostałe?

Wydaje mi się, że w moich stylizacjach nie dominują konkretne marki, szczególnie że ponad połowa mojej szafy to no-names z lumpeksów. Na pewno powtarzają się ciągle takie elementy jak wełniane spodnie z H&M Premium, białe denimowe cullotes z Mango, wełniana marynarka z Massimo Dutti, klasyczne baleriny od Moniki Kamińskiej czy koturny z Castañer. Jeśli chodzi o jedną markę, którą cenię bardziej niż inne, to zdecydowanie paryska Sezané. Od wielu lat jestem zachwycona ich cudownie francuską, nonszalancką estetyką, ubraniami z najwyższej jakości tkanin i naturalnością ich modelek. Dzisiaj jestem posiadaczką dwóch jedwabnych sukienek, jeansów, swetra i butów tej marki i jestem przekonana, że to nie koniec – to po prostu najpiękniejsze ubrania w mojej garderobie. Dodatkowo marka zawsze zdobywa u mnie punkty za dbałość o sustainability i troskę o środowisko naturalne.




Moda to dla Ciebie praca czy pasja?

Zdecydowanie pasja, chociaż mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości i praca. Od dziecka mam dreszcze, gdy myślę o pięknych ubraniach, szyciu, stylizacjach, zdjęciach i wszystkim, co wiążę się z modą. Mam milion pomysłów, jak przekuć to zainteresowanie w prawdziwą pracę na pełen etat – widzę siebie jako stylistkę, właścicielkę vintage shopu, redaktorkę magazynu modowego, założycielkę marki... Możliwości jest mnóstwo i na pewno nie spocznę, póki którejś nie zrealizuję.


Skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie do second handów?

Nigdy nie byłam specjalnie bogata. Nie mogłam sobie pozwolić na sieciówkowe ubrania w pełnych cenach, chodzenie po sklepach i wybieranie, czego dusza zapragnie. Jednocześnie bardzo szybko doszłam do wniosku, że poliestrowe szmatki za 10 zł, z wyprzedaży, nie sprawiają, że mogę bawić się modą, nosić się pięknie i oryginalnie, czuć się ze sobą dobrze. Gdy wybrałam liceum w Poznaniu, otworzyły się przede mną niebiańskie wrota – szkoła była w centrum, zaraz koło ulicy kipiącej lumpeksami, W-F aż wołał, żeby go opuścić i iść na zakupy, a koleżanka z ławki zawsze była chętna, by wagarować ze mną i szukać wymarzonych kaszmirów i idealnych bawełnianych t-shirtów. Szybko okazało się, że za śmieszne pieniądze potrafię wyłowić wyjątkowe przedmioty, ubrania z historią, oryginalne buty czy markowe apaszki. Wsiąknęłam i nie rezygnuję z tej przyjemności aż do dzisiaj, a dorwanie jedwabnej koszuli za złotówkę czy czystego kaszmiru za pięć złotych to jeden z moich ulubionych sportów.


Jak opisałabyś swój osobisty styl?

Klasyczny, stonowany, paryski. W mojej szafie nie znajdziecie nic trendowego czy krzykliwego, królują biele, beże, granaty i brązy. Ubrania są klasyczne, ale dopasowane do mnie, mała czarna ma więc kopertowy krój i długość midi, a obowiązkowe jeansy to Levis’y vintage, nie wszechobecne rurki. Dodatkowo nie brakuje u mnie elementów typowych dla współczesnych paryżanek, jak małych sweterków, rozszerzanych jeansów, koszyków, butów na słupku i koturnów. To wszystko sprawia, że zawsze czuję się sobą i nie muszę za dużo myśleć o ubraniu.



A jeśli miałabyś ograniczyć się tylko do trzech słów, to które określiłyby Cię najlepiej?

Konsekwentna, przyjacielska, choleryczno-melancholiczna.


W Lśnieniu lubimy pytać naszych rozmówców o czym marzą, zdradzisz nam w takim razie jakie jest Twoje największe marzenie?

Chodzę z głową w chmurach, więc ciężko mi wyłowić od razu jedno największe marzenie. Wydaje mi się, że marzę by po prostu być szczęśliwą, a czy miałoby to się stać przez przeprowadzkę to Paryża, kupno domu w Toskanii czy zaczęcie własnego biznesu w Poznaniu – przyszłość pokaże.


Julio, ostatnie pytanie! Powiedz mi proszę czy masz swoje sprawdzone sposoby na utrzymanie pozytywnej aury zarówno wewnątrz jak i zewnątrz siebie?

Spokój i pogoda ducha to coś, do czego bardzo tęsknię w codziennym życiu i co staram się osiągnąć na wiele sposobów. Uwielbiam przestrzeń i spokój, dlatego moje mieszkanie jest białe, uporządkowane, ożywione roślinami. Otaczam się przedmiotami, które są zarówno funkcjonalne i piękne, nie gromadzę śmieci, rzeczy brzydkich i przydasiów. To samo dotyczy ludzi – utrzymuję kontakty z tymi, którzy ubogacają moje życie, sprawiają, że staję się przy nich lepsza, a jednocześnie przy których mogę czuć się sobą i nie udawać kogoś, kim nie jestem. Staram się codziennie znaleźć czas na chwilę medytacji lub jogi, żeby pobyć sama ze sobą

i własnymi myślami. Dużo spaceruję, dużo czytam, jem zdrowo i smacznie. Jeśli czuję się przytłoczona social mediami, odkładam telefon na parę dni, dopóki chęci do życia i działania mi nie wrócą. Do tego podróże parę razy do roku, żeby oderwać się od codzienności i mogę powiedzieć, że pozytywna aura jest zdecydowanie obecna w moim życiu.


Z Julią Ziółkowską rozmawiała Martyna Krzykacz

Zdjęcia: Julia Ziółkowska / livebetterpl